Gdzie spaceruje?

Translate

niedziela, 19 września 2010

Początki

Minęły już trzy tygodnie, odkąd z poczty odebrałem pozwolenie radiowe. Trzy tygodnie zmagam się z próbami usadowienia się gdzieś w krótkofalarskiej społeczności. Łatwo nie jest :)
Postanowiłem założyć sobie bloga, by móc spisywać na "papier" mą przygodę z KFem. Kiedyś może fajnie się będzie to czytać. A może też komuś pomogę...
Początki tego hobby (bo tym dla mnie jest KF) będę pamiętał jako jedną wielką tremę. W roku tym - 2010, kiedy postanowiłem porozmawiać sobie z ludzi na falach podczas mych górskich wycieczek trema zjadała mnie trzy razy. Pierwszy gdy nawiązywałem pierwszy kontakt przez radio, jeszcze na paśmie PMR z kolegą BaRtC. Hy, hy - pamiętam, było to dokładnie ze szczytu Wielkiego Rogacza,  gdy usłyszałem wołanie Bartka gdzieś z Tatr. Tak, trzeba zapamiętać ten fakt. To był raz pierwszy ;) Oczywiście trema prawie mnie zjadła.
Później był spacerek na Babią, gdzie nawiązałem naprawdę wiele łączności co było dla mnie małym szokiem. Po takim trenażu trema mnie opuściła i naśladując kolegów jąłem wołać tak jak oni.
Wtedy też spotkałem się z pytaniami czy jestem krótkofalowcem. Wtedy też, usłyszałem pierwszy znak wywoławczy, pozostawiony przez kolegę jakby na później. Jakby wiedział, że jeszcze się wymienimy znakami, już markując swoją łączność na pasmach amatorskich :)

I tak po kilku łącznościach nawiązanych to z Babiej Góry, to z Pilska postanowiłem głębiej wejść w hobby i zdobyć pozwolenie radiowe.
Co okazało się niezwykle łatwe. Klika wieczorów treningu na "zdawaczu" i byłem przygotowany dość dobrze. Dla mnie, najcięższe były pytania z "operatorki". Najłatwiejsze z elektroniki, wszak jam elektronik z wykształcenia.
I tu kolejna trema: egzamin. Nawet nie sam egzamin, który był dla mnie formalnością a spotkanie z ludźmi, z którymi może w przyszłości przyjdzie mi rozmawiać w eterze. A było to w Gliczarowie Górnym a.d. 2010. Tu niestety trema mnie zjadła i udało mi się (a raczej jemu) porozmawiać tylko z jednym kolegą, którego znaku nawet nie zapamiętałem - porażka :/
No i trzecia, największa. TX na paśmie amatorskim. Pierwsza łączność po SR9PC z kolegą Staszkiem SP7DAX.
Tak naprawdę pierwszą rozmowę przeprowadzam jednak z Bartkiem SQ9APD, którego wpierw poznałem na forum HAMsów. Później milknę. Próbuje jeszcze wołać ze dwa razy, raz przy tym się kompletnie kompromitując - zapomniałem własny znak :)
I tu pierwszy kryzys. "Zabawa" staje się coraz mniej pociągająca. Pozostaje na nasłuchu lecz nie nadaję. Aż do 11 wrzesnia 2010, gdy krótko po południu słyszę wołanie Bogusława OK8PKM ze szczytu Kudłonia. Miłe QSO uświadamia mnie o istnieniu programu SOTA. Ze zdziwieniem, odkrywam, iż program ten w Polsce jest prawie martwy. I już wiem w czym się będę realizował :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz