Gdzie spaceruje?

Translate

środa, 7 listopada 2012

Antena, która dała mi pierwszego DXa

Po wielu próbach, różnych konfiguracjach, pomysłach mniej lub bardziej szczęśliwych chyba znalazłem idealną antenę dla mnie.
Wszystko dzięki lekturze The ARRL Antenna Book i propozycji KR8L.
Nie mam wagi, ale uwierzcie ta antena waży < 200g.


Potrzebujemy
Materiały:
25m przewodu głośnikowego, np TLYp 2x0.5 - do kupienia w sklepie budowlanym. Koszt? Nie pamiętam - tanio.
Jeden wtyk BNC zaciskany (może być skręcany)

Narzędzia
Nóż, lutownica - must be
Zaciskarka, analizator - nice to have

Wykonanie
Przewód z jednej z stron zaprawiamy w wtyk BNC - wykonanie dowolne. Po wygląda to tak:

Całość możemy zabezpieczyć silikonem i koszulką, np tak:

Odmierzamy ~14m (1/2 fali na 42m * współczynik skrócenia 0.67 - zmierzony maxem) i robimy supełek, np tak:

Z reszty robimy dipola, czyli rozwarstwiamy przewód. Końcówki albo przycinamy na około 10m i zarbiamy np. tak:

 albo zostawiamy luzem i przytniemy na pomiar za pomocą analizatora (co wykonałem na SP/BZ-052).
Antena wykonana.

Prawda że prosto i tanio?


Jak to pracuje
Na 40m i 15m antena pracuje bez skrzynki.
Poniżej wyniki analizy z Wysokie Bereście i Kraczonika.
Wysokie Bereście po przycięciu ramion Dipola

Wysokie Bereście 40m

Wysokie Bereście 15m

Kraczonik z ramionami przyciętymi na W. Bereściu

i 40m (analizę 15m utraciłem)

Na innych pasmach <40m T1 dopasowuje antenę bez problemu.
Oczywiście dipol pracował jako InvVee wyciągnięty na drzewo za pomocą dratwy.
Nie wyobrażam sobie lżejszej i prostszej pełnowymiarowej anteny przenośnej na KF, ale kto wie...

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

SP/BI-xxx 2012

Bieszczady po raz pierwszy.

No i stało się. Pierwszy raz w życiu byłem z pozwoleniem radiowym w Bieszczadach. Obiecałem sobie, że coś tu skrobnę po powrocie. Niestety działo się tak wiele, że nie wiem co pisać. No nic, ten post będzie poza szablonowy

Baza
Zakwaterowaliśmy się po raz pierwszy w Bystre k. Baligrodu. I był to strzał w dziesiątkę. Było po prostu blisko do Bieszczad (czy tam Bieszczadów) dla mnie dotąd nieodkrytych. Lokalizacja pod względem radiowym niezbyt szczęśliwa, w zasięgu jedynie SR8U. Kanały FM na 2m milczały - to była niezła niecka.

Aktywacje

Chciałem, by aktywacje podczas tego urlopu były różne i raczej udało mi się to zrealizować. Rozdziewiczyłem moją DK7ZB na 2m. Udało mi się też w końcu aktywować z punktami szczyt na 20m. Oczywiście przeważały aktywacje na moim ulubionym paśmie 40m (nie tylko moim). Aktywacji było tak dużo, że nie chciałbym się nad nimi rozpisywać. Zapisze jednak dla potomności parę przygód i przemyśleń.


Kopa i Matragona

Jedyna moja aktywacja ze śwagrem, który zaraz po niej powrócił na domowe pielesze. Padał deszcz. Podczas aktywacji Kopy tak przemarzłem, że nie mogłem już mówić do mikrofonu - dostałem dreszczy. Żeby mi się to pierwszy raz przydarzyło - a skąd! To samo miałem kiedyś na Wierchu nad Kamieniem. Niezależnie od temperatury, gdy osiągamy szczyt i siadamy za radiem, robi się po prostu zimno i należy się przed pracą na radiu dodatkowo okryć czymś ciepłym. W tym samym dniu aktywowałem Matragonę, ubrany w co tylko miałem i drgawki nie wystąpiły.

Były to moje pierwsze aktywację w innej konfiguracji sprzętowej. Zrezygnowałem (na razie) ze skrzynki antenowej i zamieniłem RG-58 na RG-174. Skrzynka poszła w odstawkę z powodu doposażenia się w analizator antenowy. Teraz sprawdzam analizatorem (max6-500) czy SWR jest poniżej 2:1 i "jadę" bez skrzynki. W przyszłości zamierzam doposażyć się w przewód sterujący T1 (błahostka ale trzeba zrobić), i umieszczać T1 bezpośrednio w punkcie zasilania anteny, by ograniczyć straty w kablu przy niedopasowaniu impedancji anteny. 
RG-174, ponieważ jak wyliczyłem, 12m RG-58 stanowiło pokaźny składnik wagowy mego bagażu. Ponieważ mam problemy z kręgosłupem, zmuszony byłem odchudzić swój shack. RG-174 prócz wagi ma jeszcze jedną zaletę, łatwiej się rozwija gdy wyciągam druty na drzewa. O wadach nie będę mówił - są oczywiste.
Aktywacje tych górek będę pamiętał jednak głównie z innego powodu. Po aktywacji Matragony widząc, że nie zdążymy aktywować Hyrlatej przed zmierzchem postanawiamy zejść do Balnicy, a stamtąd żółtym do samochodu. Prawie już na dole z przerażeniem odkrywam, że mój TH-d72 zniknął z paska plecaka. Nie wiem dlaczego ale pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to pytanie ile on mnie kosztował :) Czym prędzej wyruszyliśmy z śwagrem z powrotem na akcję poszukiwawczą bez wielkich nadziei na sukces. Korzystamy ze śladu w GPS, gdyż oczywiście nie ma tam szlaku i miejscami idziemy lasem. Dochodzimy już prawie pod gorę  Rezygnuje. Nagrywam tylko na komórkę cały ruch na 144,800MHz (mam zapasowego i na wszelki wypadek BaoFenga w plecaku) mając nadzieje, że w domu uda mi się zdekodować bikon mojego kochanego Kenia. Schodząc z powrotem, ni stąd ni zowąd śwagier wypowiada piękne słowo: "Jest!" :) Kenio odnaleziony - fuksem. Okazało się po przeglądzie miejsca, że to miejsce gdzie zaliczyłem orła (nie mogliśmy go wcześniej znaleźć). Stara rada: sprawdź czy masz wszystko po wywinięciu orła kolejny raz okazałaby się przydatna.
Kolejne dni to czekanie na poprawę pogody i leczenie ogromnego bólu kręgosłupa po ostatniej wyprawie.

Caryńska i Krzemień

To szczyty na których pracowałem z DK7ZB na 2m. Oczywiście aktywacja na 2m, FM, QRP, w dni robocze (dot. Krzemienia), koło południa w Bieszczadach nie była prosta ale jak się okazało - nie pierwszy raz zresztą - całkiem możliwa. Ubogi log świadczy o jednym - bez łączności z stacjami OM i UR te aktywacje nie miały prawa się powieść!


Jasło

A ten szczyt postanowiłem aktywować za pomocą mojej GP na 20m. Właściwie aktywowałem bez problemu ale dalej nie mogę się przekonać do 20m. Nie wiem, normalnie nie lubię tego pasma. Najgorsze, że nie wiem dlaczego.


Self spotting

Podczas tych aktywacji uprawiałem aktywny self spotting. Cały czas mam wyrzuty sumienia, że go stosuje (łagodząc jedynie faktem, że używam do tego częstotliwości 144,800 - jak najbardziej amatorskiej). W sumie bardzo ułatwia zadanie. Jakieś szczyty aktywowałem bez niego - akurat padła była bramka APRS2SOTA kol. G0LGS, więc bez niego też się da żyć. Na pewno z nim aktywacja idzie szybciej. Oczywiście staram się puszczać spota, jak już się zasiedzę na częstotliwości inaczej to nie ma najmniejszego sensu.


Operatorka

Z przerażeniem odkryłem, że moje umiejętności operatorskie są nadal słabe. W szczególności nie radzę sobie z bałaganem podczas pile-up(ik)u. Wiem, jestem o tym przekonany, że sam jestem przyczyną tego bałaganu. Być może zbyt późno odkrywam, że jest więcej niż dwie stacje chętna, i zbyt późno przełączam się w tryb turbo, jak ja to zwę. Zresztą w trybie turbo nadużywam powtarzania swojego znaku - wiem o tym i muszę się tego pozbyć. Cały czas walczę także z koniecznością ciągłego podawania SOTA reference - niby jest taki wymóg regulaminowy ale chyba jak podam raz na 4QSO w pile-up to się nic złego nie zdarzy - muszę to zmienić.


Ilość QSO per Aktywacja

Cały czas jestem niezadowolony z ilości QSO w moim logu. Znam główne przyczyny jak sądzę. Pierwsza jest opisana wyżej - pewnie wiele stacji rezygnuje po dwóch, trzech próbach wołania, gdy tymczasem ja jak wół powtarzam swój znak - i tak wszystkim znany. Druga jest oczywista - czas pracy. Niestety wszystkie aktywacje z wyjątkiem Kopy, Matragony i Krzemienia były w obecności mojej załogi - czyli 6,5latka, 4,5latka i 1,5latki. I tak pozostaje mi jedynie podziękować żonie, że mi pozwala na zabawy z radiem w tym czasie. No i że mi radio wynosi na górę :)
I tym optymistycznym akcentem skończę ten post.



sobota, 4 sierpnia 2012

SP/BZ-026 SP/BZ-014 Jasień i Mogielica

Pedałem i rzutem...


Jasień - Mogielica


Zgodnie z obietnicą daną sobie odkurzyłem po niecałych dwóch latach mój rower górski. Ech... wspomnień czar :) Postanowiłem wybrać się na wycieczkę stokami Mogielicy i mimo iż wstępnie planowałem jej aktywację to jednak dogłębne przemyślenie tematu kazały zarzucić ten szalony pomysł. Rzeczywistość okazała się jednak nieco szalona. Nawet bardziej niż szalona :)

Pogoda
Prognozy na sobotę były średnie. Miało być gorąco, parno i możliwe były burze. Burz na szczęście nie było. Gorąco i parno - a owszem. Na szczęście po raz kolejny okazało się, że kto rano wstaje temu Pan Bóg daje. Wczesna pora wyruszenia na wycieczkę uchroniła mnie od największego skwaru - szczególnie podczas podjazdów.

Załoga
Załogę stanowiłem ja i mój wspaniały rower po gruntownym remoncie.

Droga
Wybrałem sobie przejażdżkę niebieskim szlakiem rowerowym stokami Mogielicy z Jurkowa przez Półrzeczki do przełęczy Rydza Śmigłego i z powrotem do Jurkowa. Rower spisuje się wyśmienicie. Gorzej z moja techniką i oponami. Pierwszy raz jadę na Race Kingach. Super opony do rajdów ale niestety mają płytki bieżnik i z moją techniką na stromych podjazdach mam problem z ruszeniem. A że kondycha nie 20latka to i parę przystanków trzeba zrobić. Generalnie jedzie się miło. Do pierwszej hopki...

SOTA
Pierwsza hoopka. Spojrzenie na mapę i odkrycie że jestem pół kilometra od szczytu Jasienia. "Przecież to szczyt SOTA" przychodzi na myśl po wspomnieniu aktywacji Rafała i Sławka. I niestety nałóg okazał się silniejszy niż rozsądek. Skręcam w pierwszą leśną drogę z stokówki w stronę szczytu. Niestety okazuje się, że ta kończy się b. stromym stokiem, gdzieś ~50m poniżej szczytu Kutrzycy. Tak powstała technika wyrzutu rowerem. Polega to na rzucaniu rowerem dwa metry przed siebie (oczywiście stroną nieoprzyrządowaną), wyjściu na jego poziom i kolejnym rzucie. Poważnie - inaczej się nie dało.

Jasień
Udało się. Wydrapałem się na Kutrzycę. Teraz pozostało tylko odnaleźć Jasień. Zrozumiałem dlaczego Rafał i Sławek mieli taki problem ze znalezieniem Jasienia. Ja mimo posiadania GPS i w miarę dobrych map kluczę pomiędzy trzema szczytami :). Na końcu ląduje z powrotem na Kutrzycy, gdzie znajduje się tabliczka z nazwą szczytu Jasień :) Jeśli chodzi o SOTA to nie ma to najmniejszego znaczenia, bo wszystkie trzy szczyty są w bezpośrednim sąsiedztwie a podróż pomiędzy nimi nigdy nie wymaga zejścia < 25m. Na szczycie nawiązuje miłe łaczności przy użyciu ręczniaka którego zabrałem i zjeżdżam na dół szlakiem rowerowym zielonym.


Mogielica
Nie jest to szlak dla kogoś takiego jak ja. Nawet opon nie mam odpowiednich ale jakoś sobie radzę. Trudniejsze odcinki rower prowadzę. Omijam również najostrzejszy zjazd z M. Krzystonowa (aka Skalna) znanym mi łagodniejszym zjazdem (zgubiłem się tam jakieś miesiąc temu). I na tym zjeździe zaliczam upadek skutkujący dziurą w skórze na piszczeli do kości :) Na przełęczy pomiędzy Krzystonowem i Mogielicą postanawiam zjechać trochę stokówką i podjąć decyzję co dalej. Nie mogła być inna. Podprowadzam rower na Mogielicę, tłumacząc po drodze turystom, że ja tu nie wjechałem na tym rowerze a go wyprowadziłem :)
Na wieży spędzam ponad godzinę. Wyjątkowo nie wieje. Dodatkowo jest chłodno w przeciwieństwie do tego co pod wieżą. Aktywuje Mogielicę. Robię również łączność z kolegą SQ4LWO pracującym z Rys. Na koniec czekam na załogę z Wierchu nad Kamieniem. Notuje łączność z kolegami i zjazd do Półrzeczek. I tak kończy się moja nieradiowa przejażdżka rowerem :)
Było super!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

SP/BS-006 SP/BS-002 Jaworzynka i Ostry Wierch

Albo KF albo nic!


SP/BS-006 SP/BS-002


Zaniepokojony brakiem moich aktywacji na KF postanowiłem za wszelką cenę tejże dokonać. Aktywacje te miały się odbyć tydzień wcześniej, jednak stan mego zdrowia na tamten weekend kazał czekać na nią aż jeden długi tydzień.

Pogoda
Na weekend prognozy przewidywały złą pogodę. Miał wiać silny wiatr. Opady deszczu miały przechodzić w śnieg. Dodatkowo możliwe były burze. Na szczęście prognozy już w sobotę dawały nadzieję na poprawę w Niedzielę. I tak też się stało. Mimo opadu śniegu i silnych porywach wiatru, pogoda nie była z gatunku ekstremalnych. Co więcej po południu parę razy ładnie się wypogodziło. Przy aktywacji Jaworzynki wiatr dawał się we znaki przy wejściu i rozwieszaniu anten, na samą pracę trochę ucichł. Bardziej przeszkadzał intensywnie padający śnieg. Ostry Wierch dał mi w kość przy aktywacji - akurat wzmógł się wiatr.
Pokrywa śnieżna w Wysowej nie przekraczała kilku centymetrów, by w lesie oscylować koło 20cm.
Jedynie na granicy państwa nawiany śnieg czasem dochodził do ~40cm.

Załoga
Załogę stanowiłem ja i to by było na tyle.

Droga
Właściwie bez żadnych przygód. Jaworzynkę osiągam na GPS, idąc widocznymi między drzewami drogami. Przy okazji wchodzę na teren byłego dworku, oznaczonego dziś znakami zakazu wstępu. Cichaczem przemykam (jest wcześnie rano, właściciel śpi i nie widzi, a jak nie widać to nie grzech ;) )
Swoją drogą trochę to dziwne w polskich lasach widzieć zakaz wstępu. Dobrze, że to nie Texas :)
Podczas drogi na Ostry Wierch przeżywam załamanie fizyczne (myślałem, że mam problemy z cukrem ale tym razem mimo uzupełniania też mi nagle spada siłą). Dodatkowo kończy mi się zapas picia i jem śnieg. Jako niespodziankę należy wskazać nie istnienie już zielonego szlaku wzdłuż granicy. Zielony lawirował delikatnie pomiędzy szczytami granicznymi. Prawdopodobnie droga była łagodna. Nowy, czerwony idzie dokładnie granicą. Trzeba przez to zrobić kilka hopek.

Sprzęt
Sprzęt to stare sprawdzone FT-817ND, MH-31 z przeróbką DF4ZS, aku LiPo, Elecraft T1, balun 1:1 i antena InvVee rozwieszana na sznurku.

Aktywacja
Dane mi było przeżyć dwie różne aktywacje. Jaworzynka, dość słaba propagacja pozwala na spokojną pracę z SP. Na paśmie jeszcze mały ruch więc bez większych kłopotów znajduję miejsce dla swojej stacji.
Przy aktywacji Ostrego Wierchu byłem bliski poddania się. Mając mało czasu do zachodu, będąc potwornie zmęczonym dostaje dodatkowy strzał - dobra propagacja na 40m i godzina powodują, że nie mogę znaleźć żadnego wolnego miejsca na paśmie - z wyjątkiem wycinka na DX. Jak już znajdę to mnie zaraz jakiś kolega z nacji znanej z kW w nadajniku przepędza. Jestem tak wkurzony, ze zaczynam szukać stacji do nawiązania jednego QSO i zwinięcia meneli - ale nie mogę się do nikogo dowołać. Na koniec próbuje jeszcze raz zawołać CQ.I łapie mnie HA7UG. No i się zaczyna, stację lecą jak z karabinu - a ja muszę naprawdę kończyć! Pracuję tylko 10 minut - bardzo brzydko z mojej strony ale mam wracać przełajem przez las i wole to robić na widno i mieć godzinkę zapasu słońca.

I tak oto udaje mi się wrócić do tego co daje mi największą radość, czyli rozwijania drutów i pracy na KF :)

niedziela, 11 marca 2012

SP\BZ-013 Lubań 2012

Lubań zimą. Opis mało-owocnej aktywacji


SP/BZ-013 Lubań 2012

Tak mi się upatrzyło tej zimy aktywować Lubań i się udało. Ale nie mam się czym chwalić bom troszkę przyleniuchował :)

Pogoda
Pogoda jak pod psem. Podczas całej drogi lał deszcz a naszym oczom (mym i żony) ukazywał się przerażający widok - gór bez śniegu. Po dojechaniu na miejsce - przełęcz Snozka - okazało się, że śnieg jeszcze jest. Na polanie przy przełęczy jakieś 10cm - ale jest. No i deszcz zmienił się w zmrożony deszcz - decyzja - nie jest źle idziemy.

Załoga
Załogę stanowiłem ja i moja niezastąpiona żona, co niestety miało wpływ na aktywację - o tym później

Droga
Pierwszy raz idziemy na rakietach. Stają się "konieczne" gdzieś od wyciągu na górze Wdżar. Droga ku memu zdziwieniu aż po samą polanę szczytową jest przetarta, tzn, przejechał po niej skuter. Jak się później okazało jest to chyba jedyny szlak przetarty na Lubań. Czerwony z Krościenka wygląda na całkowicie zasypany (choć gdzieniegdzie widać pozostałości śladów po śmiałkach)
Rakiety właściwie po wejściu w las są niepotrzebne, gdyż śnieg jest tu zbity i ciężki. Niemniej rakiety towarzyszą nam do końca.

Aktywacja
Zaraz przed wejściem na polanę szczytową nagle pogoda się zmienia. Zaczyna wiać mocny północny wiatr i wypogadza się. I to naprawdę ładnie. Widoczność rośnie niesamowicie - widać całą okolicę. Wchodzimy na szczyt 1211m i ja aktywuje Lubań na 2m. Po 4 QSO i chwili ciszy na 2m kończymy i kierujemy się na drugi z szczytów - 1225m (wg Compass - ja mam wątpliwość czy tyle ma, gdyż co innego mówił mój wysokościomierz ale też mapy topo10k) by popracować trochę na 40m.
I wtedy następuje lekkie załamanie pogody. Przychodzą ciężkie chmury a podmuchy wiatru stają się jeszcze mocniejsze.
I powiem szczerze, żal mi się żony zrobiło jak pomyślałem, że w takich warunkach będzie musiała pewnie z godzinę siedzieć i odpuściłem.
A może miałem lenia?
Nic to, obiecuje sobie następnym razem zrobić porządną aktywację na 40m (albo coś w ten deseń)

sobota, 4 lutego 2012

SOTA SP/BZ-002 - Polica

Oj dawno już nie opisywałem swoich aktywacji. Trzeba to zmienić, tym bardziej że wiele się zmieniło od ostatnich.
Tym razem Polica - po raz drugi.


SP/BZ-002 Feb - 2012

Obrałem jako drugi cel mojej wyprawy zimowej Policę. Aktywacja okazała się dla być dla mnie bardzo trudną. Wystarczy spojrzeć na średnią prędkość 1,4km/h. Mimo, iż nie miałem nadziei na rozwieszenie dipola na 40m, podobnie jak podczas poprzedniej aktywacji to cały osprzęt zabrałem. Niestety tym razem pokonała mnie temperatura.

Pogoda
Około godziny 5:00 CET w Zawoi, termometr mego wehikułu pokazał -21℃. Na Krowiarkach (skąd ruszyliśmy) było już -18℃. Świadczyło to o zjawisku inwersji termicznej. Nie mniej, temperatury dla nowicjuszy i tak były z gatunku ekstremalnych. Prócz temperatury pogoda była wspaniała - gwiaździste niebo i delikatny wiaterek. Generalnie przez cały dzień pogoda utrzymywała się. Jedynie pod koniec dnia zaczął niekiedy prószyć delikatny śnieg, tak delikatny że można było o nim zapomnieć.

Załoga
Załogę stanowiłem ja i mój niezastąpiony śwagier. Oboje bez żadnego doświadczenia w zimowych wędrówkach (no dobra ja byłem raz na Turbaczu...). Dlatego też staraliśmy się maksymalnie dobrze przygotować. Ubraliśmy się niczym na wycieczkę na Syberię i opłaciło się to. Zimno było nieziemskie, ale tylko wówczas, gdy odsłanialiśmy twarze, czy ręce.

Pozytywy
Doświadczenie - nauczyłem się jak łatwo oziębić ręce, odsłaniając je dosłownie na kilka sekund w celu zmiany rękawic. To niesłychane jak nasze ciało nie jest przystosowane do tak ekstremalnych temperatur. Miałem dwie pary rękawic, grube sztywne ortalionowe z wypełnieniem polarowym. Są bardzo ciepłe - nie odczuwałem w nich żadnego chłodu. Niestety są kompletnie nieporęczne. Dlatego zabrałem ze sobą drugą parę - polarowe. Świetnie się nimi operuje. Jestem w stanie zawiązać sobie nimi sznurówki na podwójny węzeł! Jedyny problem to konieczność szybkiej wymiany. Niestety przy dłuższej pracy w takim mrozie, te bardziej poręczne poddają się mrozowi. Myślę, by wymienić je na rękawiczki z prawdziwej wełny - oglądałem takie. Były niestety sporo droższe.
I w końcu największy pozytyw - odmówiłem sobie pracy na 40m, mimo iż czułem, że jestem w stanie rozwiesić jednak ten dipol. Uznałem jednak to za zbyt ryzykowne. I b. dobrze postąpiłem. Pracowałem w końcu za pomocą ręczniaka na 2m FM. 13 minut. To wystarczyło bym kompletnie wymarzł stojąc w bezruchu. Jestem pewien, że po rozłożeniu dipola było by mi coraz trudniej odmówić sobie przyjemności pracy z radiem i brnął bym dalej w zasadzkę. To największy pozytyw i nauka na przyszłość, wiedzieć kiedy jest ostatni moment na odwrót.

Oczywiście pozytywem są również łączności - w 13 minut udało mi się zrobić pięć łączności i tym samym "zaliczyć" punkty - za to dziękuje kolegom.

Negatywy
Zasilanie. Mimo iż posiadałem dwa aku litowe do swojej lustrzanki oba padły po zrobieniu zaledwie trzech zdjęć. Ba, nie były w stanie zasilić silniczka HSM w moim obiektywie. To straszny negatyw. Aku. z Kenwooda TH-d72 poradził sobie lepiej ale też w końcu umarł. Na szczęście zabrałem ze sobą zapasowy pojemnik z Eneloopami, na których zrobiłem łączności. Nic to, podczas powrotu te też padły, dlatego też przestałem rozgłaszać becony APRSowe.
No i największy negatyw - chodzenie w samych butach. Już nigdy nie wybiorę się zimą w góry bez rakiet - postanowione!