Gdzie spaceruje?

Translate

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

SP/BI-xxx 2012

Bieszczady po raz pierwszy.

No i stało się. Pierwszy raz w życiu byłem z pozwoleniem radiowym w Bieszczadach. Obiecałem sobie, że coś tu skrobnę po powrocie. Niestety działo się tak wiele, że nie wiem co pisać. No nic, ten post będzie poza szablonowy

Baza
Zakwaterowaliśmy się po raz pierwszy w Bystre k. Baligrodu. I był to strzał w dziesiątkę. Było po prostu blisko do Bieszczad (czy tam Bieszczadów) dla mnie dotąd nieodkrytych. Lokalizacja pod względem radiowym niezbyt szczęśliwa, w zasięgu jedynie SR8U. Kanały FM na 2m milczały - to była niezła niecka.

Aktywacje

Chciałem, by aktywacje podczas tego urlopu były różne i raczej udało mi się to zrealizować. Rozdziewiczyłem moją DK7ZB na 2m. Udało mi się też w końcu aktywować z punktami szczyt na 20m. Oczywiście przeważały aktywacje na moim ulubionym paśmie 40m (nie tylko moim). Aktywacji było tak dużo, że nie chciałbym się nad nimi rozpisywać. Zapisze jednak dla potomności parę przygód i przemyśleń.


Kopa i Matragona

Jedyna moja aktywacja ze śwagrem, który zaraz po niej powrócił na domowe pielesze. Padał deszcz. Podczas aktywacji Kopy tak przemarzłem, że nie mogłem już mówić do mikrofonu - dostałem dreszczy. Żeby mi się to pierwszy raz przydarzyło - a skąd! To samo miałem kiedyś na Wierchu nad Kamieniem. Niezależnie od temperatury, gdy osiągamy szczyt i siadamy za radiem, robi się po prostu zimno i należy się przed pracą na radiu dodatkowo okryć czymś ciepłym. W tym samym dniu aktywowałem Matragonę, ubrany w co tylko miałem i drgawki nie wystąpiły.

Były to moje pierwsze aktywację w innej konfiguracji sprzętowej. Zrezygnowałem (na razie) ze skrzynki antenowej i zamieniłem RG-58 na RG-174. Skrzynka poszła w odstawkę z powodu doposażenia się w analizator antenowy. Teraz sprawdzam analizatorem (max6-500) czy SWR jest poniżej 2:1 i "jadę" bez skrzynki. W przyszłości zamierzam doposażyć się w przewód sterujący T1 (błahostka ale trzeba zrobić), i umieszczać T1 bezpośrednio w punkcie zasilania anteny, by ograniczyć straty w kablu przy niedopasowaniu impedancji anteny. 
RG-174, ponieważ jak wyliczyłem, 12m RG-58 stanowiło pokaźny składnik wagowy mego bagażu. Ponieważ mam problemy z kręgosłupem, zmuszony byłem odchudzić swój shack. RG-174 prócz wagi ma jeszcze jedną zaletę, łatwiej się rozwija gdy wyciągam druty na drzewa. O wadach nie będę mówił - są oczywiste.
Aktywacje tych górek będę pamiętał jednak głównie z innego powodu. Po aktywacji Matragony widząc, że nie zdążymy aktywować Hyrlatej przed zmierzchem postanawiamy zejść do Balnicy, a stamtąd żółtym do samochodu. Prawie już na dole z przerażeniem odkrywam, że mój TH-d72 zniknął z paska plecaka. Nie wiem dlaczego ale pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to pytanie ile on mnie kosztował :) Czym prędzej wyruszyliśmy z śwagrem z powrotem na akcję poszukiwawczą bez wielkich nadziei na sukces. Korzystamy ze śladu w GPS, gdyż oczywiście nie ma tam szlaku i miejscami idziemy lasem. Dochodzimy już prawie pod gorę  Rezygnuje. Nagrywam tylko na komórkę cały ruch na 144,800MHz (mam zapasowego i na wszelki wypadek BaoFenga w plecaku) mając nadzieje, że w domu uda mi się zdekodować bikon mojego kochanego Kenia. Schodząc z powrotem, ni stąd ni zowąd śwagier wypowiada piękne słowo: "Jest!" :) Kenio odnaleziony - fuksem. Okazało się po przeglądzie miejsca, że to miejsce gdzie zaliczyłem orła (nie mogliśmy go wcześniej znaleźć). Stara rada: sprawdź czy masz wszystko po wywinięciu orła kolejny raz okazałaby się przydatna.
Kolejne dni to czekanie na poprawę pogody i leczenie ogromnego bólu kręgosłupa po ostatniej wyprawie.

Caryńska i Krzemień

To szczyty na których pracowałem z DK7ZB na 2m. Oczywiście aktywacja na 2m, FM, QRP, w dni robocze (dot. Krzemienia), koło południa w Bieszczadach nie była prosta ale jak się okazało - nie pierwszy raz zresztą - całkiem możliwa. Ubogi log świadczy o jednym - bez łączności z stacjami OM i UR te aktywacje nie miały prawa się powieść!


Jasło

A ten szczyt postanowiłem aktywować za pomocą mojej GP na 20m. Właściwie aktywowałem bez problemu ale dalej nie mogę się przekonać do 20m. Nie wiem, normalnie nie lubię tego pasma. Najgorsze, że nie wiem dlaczego.


Self spotting

Podczas tych aktywacji uprawiałem aktywny self spotting. Cały czas mam wyrzuty sumienia, że go stosuje (łagodząc jedynie faktem, że używam do tego częstotliwości 144,800 - jak najbardziej amatorskiej). W sumie bardzo ułatwia zadanie. Jakieś szczyty aktywowałem bez niego - akurat padła była bramka APRS2SOTA kol. G0LGS, więc bez niego też się da żyć. Na pewno z nim aktywacja idzie szybciej. Oczywiście staram się puszczać spota, jak już się zasiedzę na częstotliwości inaczej to nie ma najmniejszego sensu.


Operatorka

Z przerażeniem odkryłem, że moje umiejętności operatorskie są nadal słabe. W szczególności nie radzę sobie z bałaganem podczas pile-up(ik)u. Wiem, jestem o tym przekonany, że sam jestem przyczyną tego bałaganu. Być może zbyt późno odkrywam, że jest więcej niż dwie stacje chętna, i zbyt późno przełączam się w tryb turbo, jak ja to zwę. Zresztą w trybie turbo nadużywam powtarzania swojego znaku - wiem o tym i muszę się tego pozbyć. Cały czas walczę także z koniecznością ciągłego podawania SOTA reference - niby jest taki wymóg regulaminowy ale chyba jak podam raz na 4QSO w pile-up to się nic złego nie zdarzy - muszę to zmienić.


Ilość QSO per Aktywacja

Cały czas jestem niezadowolony z ilości QSO w moim logu. Znam główne przyczyny jak sądzę. Pierwsza jest opisana wyżej - pewnie wiele stacji rezygnuje po dwóch, trzech próbach wołania, gdy tymczasem ja jak wół powtarzam swój znak - i tak wszystkim znany. Druga jest oczywista - czas pracy. Niestety wszystkie aktywacje z wyjątkiem Kopy, Matragony i Krzemienia były w obecności mojej załogi - czyli 6,5latka, 4,5latka i 1,5latki. I tak pozostaje mi jedynie podziękować żonie, że mi pozwala na zabawy z radiem w tym czasie. No i że mi radio wynosi na górę :)
I tym optymistycznym akcentem skończę ten post.



sobota, 4 sierpnia 2012

SP/BZ-026 SP/BZ-014 Jasień i Mogielica

Pedałem i rzutem...


Jasień - Mogielica


Zgodnie z obietnicą daną sobie odkurzyłem po niecałych dwóch latach mój rower górski. Ech... wspomnień czar :) Postanowiłem wybrać się na wycieczkę stokami Mogielicy i mimo iż wstępnie planowałem jej aktywację to jednak dogłębne przemyślenie tematu kazały zarzucić ten szalony pomysł. Rzeczywistość okazała się jednak nieco szalona. Nawet bardziej niż szalona :)

Pogoda
Prognozy na sobotę były średnie. Miało być gorąco, parno i możliwe były burze. Burz na szczęście nie było. Gorąco i parno - a owszem. Na szczęście po raz kolejny okazało się, że kto rano wstaje temu Pan Bóg daje. Wczesna pora wyruszenia na wycieczkę uchroniła mnie od największego skwaru - szczególnie podczas podjazdów.

Załoga
Załogę stanowiłem ja i mój wspaniały rower po gruntownym remoncie.

Droga
Wybrałem sobie przejażdżkę niebieskim szlakiem rowerowym stokami Mogielicy z Jurkowa przez Półrzeczki do przełęczy Rydza Śmigłego i z powrotem do Jurkowa. Rower spisuje się wyśmienicie. Gorzej z moja techniką i oponami. Pierwszy raz jadę na Race Kingach. Super opony do rajdów ale niestety mają płytki bieżnik i z moją techniką na stromych podjazdach mam problem z ruszeniem. A że kondycha nie 20latka to i parę przystanków trzeba zrobić. Generalnie jedzie się miło. Do pierwszej hopki...

SOTA
Pierwsza hoopka. Spojrzenie na mapę i odkrycie że jestem pół kilometra od szczytu Jasienia. "Przecież to szczyt SOTA" przychodzi na myśl po wspomnieniu aktywacji Rafała i Sławka. I niestety nałóg okazał się silniejszy niż rozsądek. Skręcam w pierwszą leśną drogę z stokówki w stronę szczytu. Niestety okazuje się, że ta kończy się b. stromym stokiem, gdzieś ~50m poniżej szczytu Kutrzycy. Tak powstała technika wyrzutu rowerem. Polega to na rzucaniu rowerem dwa metry przed siebie (oczywiście stroną nieoprzyrządowaną), wyjściu na jego poziom i kolejnym rzucie. Poważnie - inaczej się nie dało.

Jasień
Udało się. Wydrapałem się na Kutrzycę. Teraz pozostało tylko odnaleźć Jasień. Zrozumiałem dlaczego Rafał i Sławek mieli taki problem ze znalezieniem Jasienia. Ja mimo posiadania GPS i w miarę dobrych map kluczę pomiędzy trzema szczytami :). Na końcu ląduje z powrotem na Kutrzycy, gdzie znajduje się tabliczka z nazwą szczytu Jasień :) Jeśli chodzi o SOTA to nie ma to najmniejszego znaczenia, bo wszystkie trzy szczyty są w bezpośrednim sąsiedztwie a podróż pomiędzy nimi nigdy nie wymaga zejścia < 25m. Na szczycie nawiązuje miłe łaczności przy użyciu ręczniaka którego zabrałem i zjeżdżam na dół szlakiem rowerowym zielonym.


Mogielica
Nie jest to szlak dla kogoś takiego jak ja. Nawet opon nie mam odpowiednich ale jakoś sobie radzę. Trudniejsze odcinki rower prowadzę. Omijam również najostrzejszy zjazd z M. Krzystonowa (aka Skalna) znanym mi łagodniejszym zjazdem (zgubiłem się tam jakieś miesiąc temu). I na tym zjeździe zaliczam upadek skutkujący dziurą w skórze na piszczeli do kości :) Na przełęczy pomiędzy Krzystonowem i Mogielicą postanawiam zjechać trochę stokówką i podjąć decyzję co dalej. Nie mogła być inna. Podprowadzam rower na Mogielicę, tłumacząc po drodze turystom, że ja tu nie wjechałem na tym rowerze a go wyprowadziłem :)
Na wieży spędzam ponad godzinę. Wyjątkowo nie wieje. Dodatkowo jest chłodno w przeciwieństwie do tego co pod wieżą. Aktywuje Mogielicę. Robię również łączność z kolegą SQ4LWO pracującym z Rys. Na koniec czekam na załogę z Wierchu nad Kamieniem. Notuje łączność z kolegami i zjazd do Półrzeczek. I tak kończy się moja nieradiowa przejażdżka rowerem :)
Było super!