Gdzie spaceruje?

Translate

niedziela, 26 maja 2013

Franków nie zapomnę Ci tego!

A coś napiszę.
Wczoraj byłem w okolicach Dukli. Sam. Jeszcze w piątek późnym wieczorem robię łączności z nocnymi markami na Stołowej Górze, jeszcze przed północą wgrywam mapki na GPS, by o 2:30 siedzieć w samochodzie i jechać na Duklę.
Nie był to zbyt mądry pomysł...
Ale suma sumarum nie było tak źle. Zaczęło się przemiło. Żółty gminny z Dukli na Cergową ma swój smaczek. Szczególnie zapamiętam studnię św. Jana z Dukli. Nie wiem czy to mój stan niewyspania ale to miejsce wówczas miało niesamowitą energię spokoju. W sumie fajne uczucie - polecam. Sam szczyt całkiem przyjemny - pewnie dałoby się i na 2m pracować. Co prawda nie jest odkryty ale drzewa na szczycie w stronę północną są dość rzadkie.
Następnie była Chyrowa, którą osiągam po odwiedzeniu pustelni św. Jana z Dukli. Po drodze mijam górski wyścig jakiś (pozdrawiam serdecznie "ogon" wyścigu ;) ). Dotarcie na sam szczyt nie było zbyt proste, gdyż okazało się, że na szczycie parę lat temu wycięto drzewa, i zarósł on malinami poprzecinanymi chrustem. No nic jakoś nie połamałem na tym nóg i udało mi się jakoś to aktywować.
Niestety wraz z upływającym czasem niebo stawało się coraz mniej radosne.
Zdążyłem jeszcze zejść do Chyrowej przy ładnej pogodzie ale już na Dankę właziłem w strugach deszczu.
Zmoknięty ja, zmoknięte drzewa, zmoknięta a raczej zalana skrzynka T1 i... jakoś wymęczyłem 4 QSO.
Generalnie wczoraj strasznie słabo szło. Nie dość że pogoda dawała niezłe QRN na 40m ale nawet na 20m to jeszcze pierwszy raz w życiu przed wyjazdem widziałem na WebPropie kolegi G4ILO prognozę Very Poor :( co akurat w moich łącznościach się potwierdzało.
No i na koniec ten nieszczęsny Franków. Powiem szczerze, idąc drogą podjąłem decyzje o nie włażeniu na niego biorąc pod uwagę stan mój i pogody. Z nieba raz po raz kropił deszcz a chmury wyglądały coraz mniej ciekawie. Z dala było słychać grzmoty. No tak ale oczywiście wlazłem tam. I pierwszy raz w życiu nie zrobiłem ani jednego QSO. Wpierw rozlało się a chmura mówiła do mnie - nie baw się teraz kabelkami. Jak już sobie poszła to straciłem mój jedyny kamień, który zawisł na drzewie po zaklinowaniu się mokrej dratwy na iglaku. Bartek SQ9OJN wie, że jak jestem wkurzony a nie widzę kamienia w promieniu 5m to go nie szukam tylko złażę z góry - tak było i tym razem. Wściekły, zmoczony (znów zaczęło lać), wyczerpany wróciłem do samochodu i domu.
W sumie to powinien być przewodnik jak i kiedy nie robić aktywacji. 36km w nogach. Ale nic to - było fajnie tylko ten Franków...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz